16:20

Korean Vitalizing Mask | Lomi Lomi


Hej,
Dziś w poście kolejna maseczka tym razem nieco tańsza ale czy lepsza ? Dowiecie się tego nieco niżej, zaprasza. :)


Odwiedzając drogerie Hebe trafiłam na maseczki z Lomi Lomi, do wyboru miałam 7 wariantów na każdy dzień tygodnia. Ostatecznie zdecydowałam się na sobotnią i niedzielną maseczkę.  Produkt ten zakupiłam za mniej więcej 5 złotych jednak nie mam pojęcia jaka jet normalna cena ale podejrzewam,że nie jest jakaś wygórowana. :)
 Jak możecie zobaczyć jest to typowa maska w płachcie, która ciągle jest najbardziej pożądana ze wszystkich maseczek a przynajmniej ja mam takie wrażenie. Za nim przejdziemy do najważniejszej części postu, skupmy się właśnie na tkaninie. Może wam się wydawać,że wszystkie są takie same ale stanowczo stwierdzam,że tak nie jest. Są takie,które absolutnie nie chcą się trzymać twarzy i przy najmniejszym ruchu uciekają z twarzy. Ta natomiast bardzo przyjemnie przylega a wręcz przykleja się do cery ale tylko w  tedy gdy całe powietrze zostanie  rozmasowane. Podoba mi się też to,że tkanina jest pół transparentna a nie białą. Niby nic a jednak z biała płachtą na twarzy można nieźle postraszyć ludzi. :)


 Wycięcia są całkiem w porządku jak dla mnie, więc tu kolejny plus bo to również jest bardzo ważne. Dodam jeszcze,że tkanina jest ekologiczna, wykonana z Tencel'u.Przyznam wam szczerzę,że jeszcze tak mocno nasączonej maseczki w życiu nie miałam. Za nim dobrze ją rozmasowałam na czole to już całe usta miałam w płynie.

Zadaniem maseczki jest oczywiście rewitalizacja,zapobieganie foto-starzeniu i przebarwieniom, Odżywić i zregenerować przemęczoną skórę, zmniejszyć szarości i szorstkość. Sama tkanina jest nasączona jeszcze aktywatory wchłaniania i składniki odżywcze z granatu.
Aplikacja maseczki jest taka sama jak przy innych tego typu. 

Czy działa ? Moim zdaniem tak!  spoiler :)

Po tych 15\20 minutach miałam lekkie zaczerwienienia na policzkach, które szybko zeszły. Nic nie piekło, nie ściągało. Cera była bardzo miękka, gładka i pożądanie nawilżona. Moje usta zresztą też przeżyły cudowne ożywienie bo niestety wcześniej były mocno wysuszone i podrażnione  a maska dała radę przywrócić je do porządku. Przyznam szczerzę,że jestem bardzo zadowolona z tej maseczki i z czystym sumieniem mogę wam ją polecić. Jednak zawsze trzeba do każdego kosmetyku podchodzić z dystansem, każda z nas ma indywidualny typ cery, na którą wpływ mają inne czynniki. Niestety nie przetestowałam maseczki pod kątem szarości, niestety tego problemu nie mam ale cera po tej masce jest naprawdę odprężona a zimny okład przyniósł by jeszcze większą ulgę.
Na mnie czeka jeszcze jedna maseczka tym razem Jaśminowa. Jestem ciekawa jak się sprawdzi.

Koniecznie dajcie znać o waszej ulubionej maseczce  i czy znacie tą z Lomi Lomi :)  


 

65 komentarzy:

  1. Przekonalas mnie do uzycia tej maski z granatem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację z rodzajem tkaniny, niektóre w ogóle nie przywierają do twarzy. :/ Chętnie bym ją wypróbowała, tylko skład tak sobie mi się podoba. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przymknęłam na to oko, mało maseczek tak dobrze działa na moja skórę :)

      Usuń
  3. Testuję dużo masek, ale tej jeszcze nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znałam wcześniej tej maseczki, ale za taką cenę i polecenie chyba mogę się skusić :)

    http://herbacere.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawdopodobnie sięgnę po nią jak przy okazji będę w Hebe, póki co mam zapas koreańskich masek w płacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się ciesze, że postanowiłaś ją przetestować :)

      Usuń
    2. Bardzo lubię tego typu maski, więc mam nadzieję, że i ta się u mnie sprawdzi.

      Usuń
  6. super! u mnie jak na razie najlepiej w płacie sprawdził się różowy garnier :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię maseczki w płachcie, ale tej nie miałam. Chętnie wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię granat w kosmetykach, więc zapisują ja na liste, ale kiedy dotrę do Hebe - nie wiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo polubiłam ten owoc w kosmetykach :)

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaciekawiła mnie ta maseczka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam ją i w sumie stosowałam co drugi dzień bo zrobiłam sobie kiedyś mały zapas :) kupiłam też inne ale z tej byłam najbardziej zadowolona. W Auchan kiedyś były za niecałe 3 zł :) więc nic tylko brać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się,że i u Ciebie się sprawdziła :)

      Usuń
  12. Ja ostatnio testowałam jakąś aloesową :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Odpowiedzi
    1. Ostatnio mam fazę na robienie maseczek, także nie wykluczam :D
      Mój blog - KLIK

      Usuń
  14. Ciekawa, ale jednak wole te które się nakłada a nie 'płachte' bo zazwyczaj otwory są źle wycięte ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja się dziwnie z nią na twarzy czułam- jakaś nieprzystosowana jestem ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie znałam tej maseczki. Na razie nie mam swojego ulubieńca. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeszcze nigdy nie miałam takiej maski w płachcie. Kusi mnie, żeby wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  18. uwielbiam maseczki w płachcie :)
    A ta z granatu musi pachnieć pięknie

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie używałam jeszcze maseczek w takiej formie :)
    Obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Marka jest mi na razie nieznana:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Miałam maski z Lomi Lomi, ale tej akurat nie. Moja ulubiona to chyba dwuetapowy zabieg z Bielendy peeling i biała glinka :D Pisałam kiedyś o niej ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie znam i nie poznam bo używam tylko maseczek oczyszczających i zwęzających pory:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie lubie tych masek nakładanych wole smarowane :D
    Co powiesz na wspolna obs? Zacznij i daj znac http://marrstyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Aktualnie nie mam czasu na maseczki- nigdy nie używałam takich w płachcie. Ostatnią jaką miałam to upiększającą z Perfecty- jak szaleć to na całego :) (bo Hot Eyes Mask- nie biorę pod uwagę)

    OdpowiedzUsuń
  25. Takiej maseczki jeszcze nie spotkałam. Musze gdzieś ją kiedyś dorwać :D

    Zapraszam do mnie:
    BLOG

    INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  26. czemu niestety? To że nie masz szarej cery to powód do radości:)

    OdpowiedzUsuń
  27. O na pewno przetestuję tą maseczkę

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie używałam nigdy takich maseczek ale może kiedyś spróbuję :D
    Mój blog-klik

    OdpowiedzUsuń
  29. W końcu jakaś masczka , której cena nie jest z kosmosu hhhihhi :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  30. Przede wszystkim to nie koreańska maseczka. Nie ma z Koreą nic wspólnego, ani w pochodzeniu, ani w składzie, ani w działaniu....nic. Tylko naśladuje oryginały i to niestety z marnym skutkiem. Wytwarzana jest bodaj w Rzeszowie, jeśli dobrze pamiętam. Niestety wielu osobom maseczki z tej serii zaszkodziły. Zaczerwienienie po jej użyciu nie jest objawem naturalnym, ani pożądanym efektem, dobrze, że tylko na tym się u ciebie skończyło. Polecam przed zakupem czytać jednak skład, bo to bardzo ważne, aby przekonać się o jakości produktu. Po fali negatywnych opinii i oskarżeniach pod kątem firmy w sprawie poważnych uszkodzeń skóry firma z tego co wiem zmieniła nazwę, ale produkty zostały te same. Koreańska maska dobrej jakości nie kosztuje 5 zł kupiona w Polsce, ale już w internetowych sklepach typu Jolse już tak. Powodzenia w testowaniu:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Nigdy nie testowałam jeszcze masek w płachcie! Może ta będzie pierwsza :>

    OdpowiedzUsuń
  32. Musiałabym wypróbować którąś z tych maseczek :)
    mój blog, hooneyyy

    OdpowiedzUsuń
  33. Great post!

    http://www.yelizinkesifleri.com/

    OdpowiedzUsuń
  34. Super, że się sprawdziła. Te maseczki w płachcie mają jakąś moc przyciągania :D

    OdpowiedzUsuń
  35. Jeśli chodzi o maseczki to ciągle są jakieś nowe ;)Ale jakoś nie znalazłam żadnej super itak extra działającej ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Uwielbiam takie cieniutkie i mocno nasączone maski :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 BeautybyShatris , Blogger